sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 34 - "Kto pierwszy?"

Budynek Rady Magii wyglądał tak jak zwykle.
W sumie nie było to nic dziwnego, zważając na fakt, iż po przeprowadzonej parę miesięcy temu rewolucji, większość zamieszek toczyła się w stolicy, mieście kwitnących kwiatów, Krokusie. Era nie znajdowała się na tyle blisko niego, by bezpośrednio odczuć ich skutki, używając jednak przenośni, można by powiedzieć, że znajdowała się pod stałym obstrzałem. Złorzeczenia mieszkańców niegdyś Królestwa, obecnie Republiki Fiore codziennie uderzały w nią jak grad, bezlitośnie miażdżąc pozycję i szacunek Rady, na który pracowała sobie przez wiele dziesiątków lat. Bombardowanie negatywnych opinii ustawało jedynie w tych chwilach, w których złość ludu przenosiła się na zamek królewski, z którego nie było żadnych wiadomości od czasu rebelii. Nikt nie miał pojęcia co się dzieje z niegdysiejszym władcą Fiore, z jego rodziną ani kto obecnie rezyduje w tym wspaniałym budynku, obecnie obstawionym przez strażników noszących dumnie peleryny z naszytym symbolem Cienia Ducha. Niemniej, łatwiej było uzasadnić brak reakcji króla, niż niemoc Rady, która niezmiennie milczała, jakby zupełnie nie zwracając uwagi na kolejne nadużycia i niepokoje w państwie, także o podstawie magicznej. Mimo iż zebrania odbywały się regularnie (co mogli potwierdzić liczni świadkowie, którzy brali się w sumie nie wiadomo skąd), próżno było czekać na jakąkolwiek decyzję, która mogłaby poderwać do działania pozamykane we własnych siedzibach gildie, które albo postanowiły przeczekać kryzys, albo działały na własną rękę, jak było w przypadku takich gigantów jak Blue Pegasus lub Fairy Tail.
To się miało niebawem zmienić.
Taki przynajmniej był plan.
Jego dumnym realizatorem miał być nie kto inny, jak wnuk Mistrza drugiej z wymienionych gildii, Laxus Dreyar, który feralnego setnego dnia niewoli dotarł do Ery jednym z ostatnich pociągów, wtaczających się leniwie na zacieniony peron stacji pogrążonej już połowicznie w ciemności. Ostatni pasażerowie pośpiesznie kierowali się w stronę ulic, pragnąc dotrzeć do domów zanim lokalni pijaczkowie i zabijacy postanowią przetoczyć się przez centrum w poszukiwaniu innych lokali. Byli jednak tacy (i do nich zaliczał się Smoczy Zabójca Błyskawicy), którym było absolutnie wszystko jedno na kogo trafią i o której godzinie - ci szli spokojnie, przystając co jakiś czas, zupełnie jakby im się nudziło.
Po prawdzie, Laxusowi nudziło się naprawdę.
Wysłany do Ery z misją dyplomatyczną przez Mistrza (co stanowiło ostateczny dowód na niepoczytalność poczciwego staruszka), podczas podróży został poddany podjętym przez Cienistych wszelkiego rodzaju próbom mającym na celu udaremnienie jego wyprawy. Nie było możliwości, żeby którekolwiek z nich wiedziało, w jakim celu Dreyar wybiera się do miasta będącego siedzibą Rady Magii. Jak słusznie przewidziała Erza, sam obrany przez niego kierunek musiał budzić niepokój w szpiegach, którymi najprawdopodobniej nadal zapełniona była Magnolia.

- Czysta profilaktyka - uznała Tytania, pocierając brodę i kiwając głową, jakby dla dodania sobie pewności. - Nie mają pojęcia o co  nam chodzi, jednak sam fakt, iż chcemy coś zrobić konkretnie w tym kluczowym miejscu sprawia, że zaczynają się zastanawiać.
Opierający się o bar Gray spojrzał na nią, jakby mówiła w jakimś niemożliwym do zrozumienia języku.
- Czyli, innymi słowy - zaczął niepewnie. - Już samo to, że chcemy wybrać się do Ery jest niepokojące, bo w Erze jest Rada Magii, a Rada Magii plus my oznacza kłopoty?
Dziewczyna kiwnęła głową.
- Właśnie.
- Nie sądzę, żeby był to jakiś problem - stwierdził Wakaba, wyjmując z ust papierosa. - W końcu wysyłamy Laxusa. Czegokolwiek by użyli, nie da za wielkiego efektu.
Główny podmiot tej dyskusji stał oparty o kolumnę, przymykając oczy i nie zwracając uwagi co się dzieje dookoła. Kilka potyczek jakie udało mu się stoczyć, jedna większa walka oraz efekty jego ataku na paradę parę miesięcy temu pozwalały mu sądzić, że Cieniści nie mają z nich najmniejszych szans. Nie zamierzał zawracać sobie głowy czymś, co nie stanowiło dla niego żadnego zagrożenia.
Makarov jednak marszczył czoło, rozmyślając nad czymś intensywnie.
- To prawda - powiedział w końcu - nie są w stanie mu zagrozić, ale...
- Ale? - Mirajane oparła się łokciami o blat i spoglądała na Mistrza pytająco.
Staruszek milczał przez moment, po czym rozpogodził się nagle.
- Jedyne, co mogą zrobić - podjął - to opóźnić wszystko jak tylko się da.

Smoczy Zabójca musiał przyznać, że mimo iż wszyscy, z którymi miał okazję się zmierzyć umiejętnościami nie przewyższali Droya lub Jeta, opóźniania i kombinowania mogliby uczyć na uniwersytetach, a za pobijanie rekordów powinni dostać jakąś nagrodę. Najbardziej Irytujących Przeciwników Roku, na przykład.
Laxus z początku nie miał okazji zetrzeć się z nimi bezpośrednio, jednak doskonale zdawał sobie sprawę z ich obecności. Cieniści poruszający się niemal dosłownie jak cienie, przemykali uliczkami, pojawiali się i znikali w tłumie, za każdym razem pozostawiając swojego wroga coraz bardziej zirytowanego. Nie atakowali go, o nie. Atakowali inne rzeczy. Tory. Wagony. Zegar na peronie. Osoby dookoła. Wszystko to powodowało coraz to większe szkody - zatrzymywanie pociągu, podstawianie innych wagonów, opóźnianie wyjazdu, raz nawet unieruchomiono lokomotywę na godzinę, z powodu obrażeń, jakich doznała jedna z pasażerek w wyniku ataku gazem łzawiącym właśnie tychże Cienistych. Po którejś z rzędu takiej akcji, Dreyar był w stanie spalić cały pociąg tylko po to, by dorwać tamtych dwóch. Przynajmniej wydawało mu się, że jest ich dwóch. Trudno było ocenić, wyglądali bardzo podobnie.
Zabawa ta potrwała aż do późnego wieczora. Na przedostatniej stacji Laxusowi udało się nauczyć przeciwników dobrych manier, dzięki czemu godzinę przed północą mógł stać przed dworcem w Erze i rozmyślać nad tym, co zamierza robić do samego rana. Na szukanie hotelu lub jakiegokolwiek miejsca do spania o tej porze nie miał najmniejszej ochoty, tym bardziej, że miasto, w którym się znalazł, bynajmniej nie było turystyczną metropolią.
- Młody, co się szwendasz?! - Nocną ciszę przerwał wcale wesoły krzyk pana w średnim wieku, przetaczającego się przez główną ulicę. Widać było, że dla niego impreza już się kończyła, a na pewno skończy się w najbliższym czasie. - Żyć trzeba, żyć! - poinstruował go, wyrzucając w górę pięść.
Laxus zwrócił na niego uwagę tylko dlatego, że nie miał na chwilę obecną nic do roboty. Przystanął i patrzył z cieniem pogardy w oczach na wesołego faceta, którego chód przypominał kroki jakiegoś ludowego tańca prowadzonego od tyłu.
- Kobiety, chłopcze! - podjął znowu mężczyzna, wykonując zadziwiająco skomplikowany piruet. - Kobiety, dla nich się żyje na tym świecie! Ale i jędze są, panie, jędze...
Smoczy Zabójca zastanawiał się, jakim cudem jest on w stanie mówić tak wyraźnie, jednocześnie będąc spitym na umór. Staruszkowi jakoś się to nigdy nie udało. Jedynym takim cudotwórcą była Cana, ale ona zamiast krwi miała gorzałę, więc w sumie się nie liczyła.
"O czym ja myślę?" zastanawiał się, z zażenowaniem patrząc, jak facet uniemożliwia mu odejście, co rusz przegrywając z siłą grawitacji i na nogach utrzymując się już chyba tylko jakimś niepojętym zrządzeniem losu.
- Jędze! - zawołał znowu, odgarniając z czoła potargane włosy. - Wiedźmy. O, o! Wiedźma, jędza! - wrzasnął, wymachując ręką. - Wiedźma, jędza, łapaj, trzymaj!
Zaintrygowany Laxus spojrzał przez ramię. Faktycznie, za nim stała kobieta w stroju pasującym raczej do czarownicy, niż do typowej obywatelki Ery. Również kaptur nadawał jej typowo magicznego wyglądu. Skąd wzięła się tuż za jego plecami, Dreyar nie miał pojęcia. Miał jednak wrażenie, jakby skądś ją znał. Granatowe, zdające się cały czas uśmiechać oczy spoglądały na niego radośnie.
- Ludzie, którym w życiu nie wyszło mają zwykle bardzo dobry wzrok - odezwała się dźwięcznym głosem, podnosząc długi palec do góry. - Zwłaszcza w wieczory, w którym nie wychodzi im bardziej niż zwykle.
Zanim sens tych słów zdążył dotrzeć do Laxusa, wesoły mężczyzna, pogromca wiedźm oddalił się, najwyraźniej nie chcąc mieć z tym diablim nasieniem więcej do czynienia. Smoczy Zabójca został w miejscu, starając się przypomnieć sobie, kiedy widział kobietę po raz ostatni. Złote wzory na pelerynie wydawały się być mu znajome, jednak nie mógł ich dopasować do jakiejkolwiek sytuacji z przeszłości.
- Ja cię znam - powiedział w końcu, wkładając ręce do kieszeni. - Gdzieś cię już widziałem - dodał swoim zwykłym tonem, przekrzywiając głowę, jakby to miało mu w czymś pomóc. Sam nawet nie zdawał sobie sprawy, dlaczego tak bardzo stara się odgadnąć tożsamość nieznajomej.
Kobieta również przekrzywiła głowę, jakby go przedrzeźniając.
- To nieważne - stwierdziła, prostując się. Szczęśliwy blask w jej oczach zgasł - teraz były matowe i pozbawione wyrazu. Twarz, ta uśmiechnięta twarz, którą Laxus zapamiętał, choć nie wiedział skąd, przybrała zatroskany wyraz. Na czole pojawiła się zmarszczka, która sprawiła, iż kobieta wyglądała niemalże groźnie.
- Źle się dzieje - odezwała się, wyjmując z rękawa karty i rozkładając je przed Smoczym Zabójcą w okazały wachlarz. - Wróżki tracą skrzydła, latające konie nie mogą latać w panującej duchocie. Burza oczyszcza atmosferę ale tylko chwilowo - mówiła dalej, pokazując coraz to nowe karty i wciskając je Laxusowi w dłoń. - W tej sytuacji można liczyć na ptaki. Ptaki umieją latać w takich warunkach - zapewniła go, chwytając za dłoń i ściskając, jakby chciała przekonać go za wszelką cenę. - Ptaki umieją. Postawcie na ptaki. Nawet jak znajdzie się tylko jeden.
Dreyar wpatrywał się w kobietę szeroko otwartymi oczami, nie rozumiejąc kompletnie nic. Słowa, które wypowiadała wydawały się w pewien sposób ważne, o wiele ważniejsze, niż mogło mu się wydawać w tej chwili. Tym bardziej frustrował go fakt, że nic nie rozumiał.
- O czym ty... - urwał, jakby nagle olśniony. - Na ciebie wpadłem przed ratuszem - uzmysłowił sobie, wreszcie przypominając sobie podobną sytuację. Także wtedy dostał karty, których nie znał, słowa, których nie rozumiał i znaki, których nie potrafił odczytać.
- Bywa - uśmiechnęła się wreszcie kobieta, klepiąc go w ramię i mijając go, niemalże wsuwając mu się za plecy. Mimo że Laxus odwrócił się niemalże natychmiast, nie zobaczył jej ponownie. Znikła, tak jak wtedy.
- I co ja... - powiedział do siebie, zanim zdał sobie sprawę, jak głupio musiało to zabrzmieć - ...I co ja mam teraz z tym cholerstwem zrobić? - zapytał sam siebie, bezradnie wpatrując się w niemalże całą talię kart spoczywającą na jego dłoni. Trzeba by dać to Canie do zabawy, może potrafiłaby coś z tym zrobić. Ale Cana była daleko. Podobnie jak Lucy i Levy, jedyne osoby, które wiedziały na ten temat więcej od niego. One były w tej gildii od rozwiązywania skomplikowanych zagadek.
Stał jeszcze przez chwilę, spoglądając na ciemne ulice, po czym włożył karty do kieszeni i ruszył przed siebie.
Może uda mu się obejść całe miasto w te kilkanaście godzin.
*
- Jesteś gościem Acalina?
Łagodny, wysoki głos, mimo że cichy, rozbrzmiał w jaskini echem, przyprawiając Levy o szybsze bicie serca. Od dłuższego czasu poruszała się w ciemnościach, oświetlając sobie drogę jedynie Solidnym Rękopisem. Ręce miała już podrapane od ciągłego wodzenia dłońmi po skałach w poszukiwaniu kolejnych przejść lub przynajmniej ich resztek. Łydki bolały od długiej wędrówki, a magia powoli się wyczerpywała. Kiedy usłyszała pochodzący z nikąd głos, w pierwszej chwili miała ochotę krzyknąć z przerażenia. Zamiast tego obróciła się natychmiast, rozglądając się gwałtownie w poszukiwaniu intruza lub wroga. Odnalezienie właściciela głosu nie było takie trudne - mała, klęcząca na jednej ze skał postać jarzyła się delikatnie błękitnym światłem, jeszcze bardziej podkreślając niebieskawy kolor skóry dziewczynki. Fioletowe włosy opadały na twarz, oczu Levy nie była w stanie dojrzeć. Z tej odległości przypominały dwa czarne kamyki.
- Kim jesteś? - zapytała zafascynowana czarodziejka, podchodząc bliżej. Na moment zapomniała, że powinna zachowywać się jak najciszej. Znała tę istotę jedynie z opowieści Lucy i Wendy - sama nigdy jej nie spotkała. Jednocześnie miała nadzieję, że dziewczynka stanowi klucz do rozwiązania zagadki Arcymaga. Posługiwała się wszak imieniem, które Levy roboczo nadała twórcy Kamieniołomu.
- Jesteś gościem Acalina? - pytała dalej mała. Nie wiadomo kiedy znalazła się na dole, podchodząc do czarodziejki tak, jak podchodzi się do płochliwego zwierzątka. Na jej twarzy widać było ciekawość i nadzieję. - Przyszłaś do niego czy do nich?
Dziewczyna mogła się jedynie domyślać kim był "on" i "oni". W gruncie rzeczy było to raczej oczywiste - chodziło jej prawdopodobnie o Acalina i Cienistych, jednak kto wie - może kryła się za tym inna tajemnica.
- Do niego - zaryzykowała wobec tego Levy, kiwając uspokajająco głową i zbliżając się jeszcze. Widząc obawę dziewczynki, podniosła ręce. - Nic ci nie zrobię. Szukam tylko informacji na jego temat. Chcę wiedzieć, co się z nim stało.
- Acalina tu nie ma - odparła tamta, wyłamując palce i nadal krążąc dookoła czarodziejki. Przypominała nieco małe lwiątko przyczajające się do ataku. Z jakiegoś powodu jednak McGarden miała niemalże pewność, że z jej strony nie grozi jej nic. - Odszedł, zniknął, nie było go.
- Był - odparła Levy z mocą. - Żył przecież, zbudował Kamieniołom. On wyrył te wszystkie napisy na ścianach, założył pułapki... To wszystko jego robota!
Dziewczynka potarła nerwowo ramię.
- Przecież te wszystkie jaskinie kiedyś były jego twierdzą! - czarodziejka mówiła coraz głośniej, coraz bardziej pragnąc przekonać tajemniczą istotę do swoich racji. - Zanim pojawił się Cień Ducha, Acalin stworzył tu bazę nie do zdobycia...!
- Nieprawda.
Rozmówczyni Levy przerwała jej gwałtownie, splatając dłonie i siadając gwałtownie na zimnej skalnej podłodze. McGarden nie wiedziała nadal czy traktować ją jak człowieka, ducha czy może coś jeszcze innego. Widać było, że coś jest nie tak. Fioletowe usta były zaciśnięte, a oczy, jednocześnie stare i młode błądziły w ciemności bez żadnego konkretnego celu.
- To... nie on był pierwszy - powiedziała w końcu, po dłuższej chwili milczenia.
- A więc Cień Ducha? - zdumiała się Levy, kucając tak, by być na wysokości dziewczynki. - Jak...?
- Nie. Nie oni.
- A więc kto?
Fioletowe oczy przestały wreszcie wodzić po skałach i skierowały swój wzrok na nią. Widać w nich było coś, co można by nazwać buntem lub niezgodą. Niezgodą na to, co powinno się powiedzieć.
- Pierwsi byli... - urwała na moment, pocierając kosmyk włosów. - Moi rodzice.
*
Kiedy Natsu ocknął się po raz kolejny w tym samym miejscu, przynajmniej było jaśniej.
Dopiero po dłuższej chwili zdał sobie sprawę z tego, co ten stan rzeczy powodowało - do sufitu jego jaskini (czy też cali, jakby tego nie nazwać) przyczepiona była duża, jarząca się fioletowym światłem lacryma, dająca niewiele, ale przynajmniej trochę światła. Zorientował się również, że nie znajduje się już w pobliżu krat, przy których ostatnio "dyskutował" z Wyrocznią. Ktokolwiek tu był, przeniósł go z powrotem w głębię groty, tam, gdzie obudził się poprzednim razem. Tak mu się przynajmniej wydawało - równie dobrze mogli go przenieść gdziekolwiek indziej, nie zorientowałby się. Dopiero przy próbie wstania zorientował się, że jeszcze coś jest nie tak.
Nie mógł poruszyć prawym ramieniem.
A raczej nie pozwalał mu na to potężny ból, który promieniował z ręki i przyprawiał niemalże o zawroty głowy. Próba oparcia się na nim spowodowała, że Smoczy Zabójca aż syknął.
Korzystając ze swojej lewej ręki, jakoś udało mu się wstać, mimo że druga z górnych kończyn nadal bolała jak diabli, nawet gdy jej nie używał. Dopiero w pozycji stojącej, będąc o wiele bliżej fioletowego światła udało mu się przyjrzeć ramieniu.
- Cholera -przeklął, niemalże warcząc z bólu przy dalszym obracaniu ręki.
Była po prostu złamana.
Tyle był w stanie wywnioskować z pobieżnych oględzin. Kolor światła nie pozwalał mu stwierdzić, czy kończyna była sina czy też po prostu brudna, jednak ciemne plamy na przedramieniu przemawiały raczej za tą pierwszą opcją.
Teraz dopiero udało mu się przypomnieć, co działo się ostatnio. Faktycznie, zanim Wyrocznia go zaatakowała, jedną z rąk przełożył przez kraty. Kość musiała się złamać przez uderzenie w metal, w końcu nie trzymał jej wyprostowanej jak struny.
- Niedobrze - mruczał, siadając ostrożnie i podtrzymując uszkodzoną rękę. - Cholernie niedobrze.
Przebywając w zamknięciu, bardzo mu brakowało kogokolwiek, do kogo mógłby otworzyć usta. Happy został w Magnolii, cała reszta gildii była przekonana, że jest na misji z Lucy i Levy. Z drugiej strony, nie mogły nie zauważyć, że nie pojawił się na stacji. Pewnie zawiadomiły Mistrza. Dragneel miał tylko nadzieję, że nie będą się śpieszyli z wysłaniem kogoś na ratunek. Prawdę mówiąc, po cichu liczył, że nie zjawi się nikt - przynajmniej do czasu, aż sam nie obmyśli sposobu samotnej ucieczki. Nie wyobrażał sobie nic gorszego nad widok triumfującej miny Lodowego Głupka.
Gdzieś w oddali rozległ się szczęk żelaza. Jeśli nadal znajdował się w tej samej jaskini, mogło to oznaczać, iż ktoś właśnie wszedł do groty.
"To moja szansa" pomyślał Dragneel  i na moment zapomniał o swojej bolącej ręce. Niestety, kiedy już-już szykował się do ataku, został zmuszony przypomnieć sobie o niej znowu - i przypomniał sobie tak boleśnie, że nie zdążył zrobić nic innego ponad kucnięcie w miejscu i ściskanie nadgarstka prawej ręki.
- Widzę, że Wyrocznia skutecznie pokazała ci kto tu jest więźniem, a kto oprawcą - usłyszał irytujący głos. Z cienia wyłonił się całkiem wysoki mężczyzna o ostrych rysach i błyszczących w fioletowym świetle oczach. Jego włosy w kolorze platyny odbijały promienie jak lustro, stanowiąc niemalże osobne źródło światła.
- Coś ty za jeden? - warknął Natsu, podnosząc się i stając przed nim na ugiętych nogach. Zupełnie nie kojarzył gościa, mimo że nosił pelerynę Pionu Bojowego.
- Charles Lavirian - przedstawił się Cienisty, uśmiechając się lekko. - Będę miał przyjemność zaprowadzić cię na drugą część negocjacji.
Dragneel aż się zagotował ze złości, jednak płomienie, które zwykle wybuchały w takich momentach, nie pojawiły się nawet na moment. Cholerne bransolety, szlag by je trafił.
- Jestem w stanie wyobrazić sobie ciebie jako Smoczego Zabójcę Ognia - zapewnił go Charles, spoglądając na niego i pocierając brodę. - Pokazanie twojej prawdziwej mocy byłoby pewnie niezłym widowiskiem.
- Mogę zrobić widowisko i bez tego - odparł ze złością Natsu, gotując się do ataku. Bądź co bądź, miał jeszcze lewą rękę.
Mag podniósł dłoń.
- Oszczędźmy sobie sił na bezsensowne zagrywki. Zapewniam cię, że co jak co, ale siła bardzo ci się teraz przyda.
Dragneel wyprostował się na moment.
- O co ci chodzi?
Cienisty jednak nie odpowiedział, uśmiechając się ni to z politowaniem, ni to z rezygnacją. Po chwili machnął ręką w kierunku korytarza, z którego przed chwilą wyszedł.
- Idziemy?
Smoczy Zabójca zastanawiał się przez moment.
- Pójdę sam - zdecydował w końcu, mając nadzieję na szansę ucieczki. - Ale ty przede mną.

- Tylko jeśli pójdziesz pierwszy.
~*~
Doskonale zdaję sobie sprawę ze spóźnienia, jednak jednocześnie uważam, że to nie moja wina bo zaszły specjalne warunki, a tak w ogóle to gdzie jest mój prawnik, halo policja adwokat sąd.
*czyli jak długie weekendy działają na ludzi przepracowanych*
To przykre ale zaczynam wariować.
Wybitnie nie radzę sobie ze zbyt dużą ilością wolnego czasu...

14 komentarzy:

  1. Ciekawe, ciekawe !!! Ptak ? Kto może być ptakiem ? Nie przypominam sobie na razie... Ptak... ptak... Cholera wie ! Natsu coś czuję, że będziesz musiał trochę pomyśleć ! :D Jeżeli nie Arcymag stworzył te komnaty, to kto ? Rodzice ? Ale jacy ? XD No weź wszystko ucięłaś w takim momencie, że dkjsfsd xD Brak słów. Kocham czytać twoje rozdziały !!! Czekam na następny !

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny, fenomenalny i bardzo tajemniczy rozdział. Po prostu super, nie mogę się doczekać następnego :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kobieto wrzuć no szybko kolejny rozdział ;). Muszę mieć nad czym zarywać noce :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie odpisywałam na pozostałe komentarze, ponieważ nabijanie komentarzy sobie samej budzi mój wewnętrzny opór i to w sumie nie wiem dlaczego. Dlatego też postanowiłam odpowiedzieć tylko tutaj, mam nadzieję, że mi to wybaczysz :)
      Serdecznie ci dziękuję za skomentowanie wszystkich (dosłownie: WSZYSTKICH) rozdziałów. W życiu nie wyobrażałam sobie, że znajdzie się ktoś, komu będzie się chciało nie tylko przeczytać całość ale jeszcze każdy element z tej całości skomentować (czy tylko dla mnie to brzmi niegramatycznie...?). Niech wróżki ochraniają twój Internet przez przejęciem przez złą Deliorę i czuwają nad portalami międzywymiarowymi, żeby żaden Edolas cię nie wciągnął, albowiem niezmiernie się cieszę, że przeczytałaś moje opowiadanie i mam nadzieję, że nie znudzi ci się ono tak od razu ;)
      Pozdrawiając i machając kończynami na pożegnanie
      Juliza

      Usuń
    2. Spoko :). Cieszę się, że w ogóle odpisałaś :). Czemu miałoby mi się nie chcieć??? Wiem, że twórców to podbudowuje :). To zdradź mi kiedy będzie kolejny rozdział??? Pozdrawiam cieplutko :)

      Usuń
  4. Teraz mnie oświeciło ! Ptak ! To może Raven Tail ! XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak po za tym zapraszam na mojego bloga : http://fairytailtwoworlds.blogspot.com/ Myślę, że Cię zaciekawi ! ^^ Po za tym czekam na następny rozdział >.< :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejka! Twoje opowiadanie jest genialne! Czemu ucięłaś w takim momencie ? Ja chcę wiedzieć co będzie dalej!
    A i nominowałam Cię: http://milosc--bez--granic.blogspot.com/2014/02/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *http://milosc--bez--granic.blogspot.com/p/liebster-blog-award.html

      Usuń
  7. I również tutaj Yue mnie wyprzedziła ! Ale najpierw chciałam napisać, że byłaś i dalej jesteś moim pierwszym blogiem o tematyce Fairy Tail. Twój styl pisania jest naprawdę wyjątkowy. Twój blog mnie najbardziej zadowala. Dałam Cię na pierwszym miejscu, ponieważ naprawdę odwaliłaś kawał dobrej roboty. Aby wymyślić o republice, arcymagu oraz o tych wróżbach, to naprawdę trzeba mieć łeb. Polecałam bym Ci pójść na studia dziennikarskie ^^ Takiego talentu nie można po prostu niszczyć. Z wielką przyjemnością zawsze stawiam tutaj komentarz i żaden rozdział mnie nie rozczarował. Gratuluję. Jesteś nominowana na Liebster Award. Szczegółki tutaj : http://acobysiestalogdyby.blogspot.com/2014/02/liebster-award.html Życzę zdrowia oraz duży weny ^^

    OdpowiedzUsuń
  8. Witaj!!! To kiedy ciąg dalszy co??? Pozdrawiam cieplutko :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Hej!!! Co się dzieję??? Zapomniałaś o blogu i czytelnikach??? Daj jakikolwiek znak życia, Kochana. Pozdrawiam serdecznie i przepraszam, że to kolejny komentarz ode mnie :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Wymiękłam niestety przy piątym rozdziale i chwilowo nie mam czasu czytać więcej, ale z czasem na pewno wrócę, gdyż interesuje mnie ten temat, specjalnie szukałam czegoś dłuższego niż 3 rozdziały o Fairy Tail. Zapowiada się nieźle ^^ Skomentuję wszystko jak dokończę.
    Serdecznie mogę zaprosić do mnie, chociaż na razie jest tylko samotny prolog - http://aisics-night.blogspot.com/
    Jak również na oceny, które wspólnie prowadzę: http://ostrze-krytyki.blogspot.com/
    Może coś Cię skusi.
    Do rychłego zobaczenia!

    OdpowiedzUsuń
  11. A ja miałam taki mały dylemacik, czy skomentować tu - bo rozdzial - czy też może pod tym nowszy postem. Ostatecznie wypadło tu.
    Kochana, wciągnęłaś mnie swoim opowiadaniem tak, że przeczytałam wszystko na raz (a te 34 rozdziały to jednak trochę jest) :3
    Ogólnie bardzo podoba mi się fabuła. I Wyrocznia jest taką... mimo wszystko sympatyczną postacią. Przynajmniej według mnie, a ja mam też dość dziwny gust chwilami, więc no... ^^ Ale taka zagubiona i jak straciła kontrolę nad sytuacją
    sytuacją, to tak... no.
    I Natsu złapali <3 Moją wewnętrzna sadystka, która kocha, gdy moim ulubionym postaciom dzieje się coś złego czuje się usatysfakcjonowana :3
    Ogólnie to nie było akcji, która mi się nie spodobała, ale troszku późno już, więc obszernie skomentuję następny rozdział, który, jak mam nadzieję, pojawi się jak najszybciej ;D
    Przesyłam wenę, Motywacyjnego Kopa W Zupę (c) I życzę dużo wolnego czasu C:
    Twoja nowa czytelniczka - Szeh ^^


    OdpowiedzUsuń